Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Przetrwać...
| Dodaj do Ulubionych | Księga Gości | Licznik: 8483
|01.07.07|
Wyjeżdżam na kilka dni. Najprawdopodobniej do piątego mnie nie będzie.

====

...

...

braterska-milosc 9/02/2008 13:24:11 [komentarzy 0] Komentuj

Przerwa

Zawieszam do odwołania.

braterska-milosc 2/09/2007 20:02:46 [komentarzy 0] Komentuj

Rozdział 13

Znał procedurę. Żeby wszystko przebiegło bez komplikacji powinien położyć dłonie na płaskiej powierzchni przed sobą, stając przy tym tyłem do przedstawiciela prawa. Rozstawił nogi tak, by mieć na nich pewne oparcie i wyciągnął ręce, dotykając nimi ściany budynku. Poczuł pod palcami nierówną fakturę cegieł, jeszcze wilgotnych po deszczu. Kątem oka zauważył Toma, który siedział z przymiętymi powiekami na ziemi i tulił do siebie schowany pod bluzą pakunek. Dopiero teraz Bill zdał sobie na dobre sprawę z tego, jak źle jego brat to wszystko znosi.
Niech to już będzie za nami – pomyślał.

Chłód wiatru, jeszcze nasiąkniętego wilgocią deszczu, przestał być odczuwalny. Zamiast niego Bill poczuł na karku ciepło, płynące z czyjegoś ciała. Drgnął lekko, gdy coś musnęło jego szyję, a następnie otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, gdy doszedł go delikatny kwiatowy zapach perfum. Nie tak zapamiętał tych ludzi. Oni budzili strach na odległość, a w tym momencie, poza zdenerwowaniem, Bill odczuwał również dziwną ciekawość. Może na swoje nieszczęście?
- Niespodzianka…
Musiała minąć dłuższa chwila, zanim do chłopaka do końca dotarło, że nie usłyszał swoich myśli, lecz cichutki szept, tuż przy swoim uchu.
Gdy poczuł dotyk czyjejś ręki na prawym ramieniu, natychmiast odwrócił głowę w tamtą stronę, a kiedy nic złego się nie stało, postanowił odwrócić się cały w nadziei, że zrozumie, o co chodzi.
Zobaczył szczupłą dziewczynę, z krótkimi czarnymi włosami, która stała przed nim ubrana w szeroki spodnie i luźną czarną bluzę. Uśmiechała się, patrząc prosto w jego oczy, a jeden kącik jej ust unosił się lekko w górę być może przez to, że żuła gumę.
Spojrzał na ulicę za nią, a gdy nie zobaczył nikogo, odwrócił się do Toma i chwycił go za ramię.
- Wstawaj, wracamy – powiedział ostro i ruszył przed siebie, nie zważając na pytające spojrzenie brata, który pewnie nie zrozumiał jeszcze sytuacji.
Nie mógł uwierzyć, że dał się tak łatwo podejść. I to w dodatku zwykłej dziewczynie! Czy teraz może w ogóle na sobie polegać? Skoro dał się wplątać w coś takiego… To wszystko nie powinno mieć miejsca. Powinni razem z bratem siedzieć teraz w ciepłym domu…
- Przestraszyłam was? – usłyszał za sobą głos.
Nie odwrócił się.
Ponownie usłyszał pytanie. Zobaczył, jak Tom patrzy na dziewczynę z zainteresowaniem na twarzy.
- To byłaś ty? Nie poznałem twojego głosu. – Blondyn przystanął, przyglądając się jej ciekawie. Na jego twarzy nie widać było złości, ani zakłopotania. Widocznie nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, co by się stało, gdyby to był ktoś inny. A powinien. Przecież ma co najmniej takie same kłopoty jak Bill. A zachowuje się tak beztrosko, jakby codziennie zaczynał nowe życie z czystym kontem.
- Chciałam się przywitać – odparła dosyć niedbałym tonem.
Bill spojrzał na nią ze złością, która ogarnęła go tym bardziej, że na jej wciąż ciągle gościł uśmiech.
- Przywitać, do cholery?! – warknął. – Świetny sposób!
- Spokojnie, Bill, nic się nie stało. – Poczuł dotyk dłoni Toma na ramieniu.
Czarnowłosy nie zwrócił na niego uwagi. Stał w miejscu i patrzył, jak dziewczyna stoi spokojnie naprzeciwko niego i uśmiecha się, jakby wiedziała coś, o czym on nie miał pojęcia.
- Nie mam pojęcia, jak wam się to wszystko udało – odezwała się spokojnie, patrząc na nich dużymi ciemnymi oczami.
- Co? – zapytał Tom, również jej się przyglądając.
Świetnie, rozmawiajcie. Mnie tu nie ma – pomyślał Bill ze złością.
- Uciekliście z domu kilka lat temu, złapali was swa razy i zawsze udawało wam się uciec. Na długo. Przeżyliście w mieście tyle czasu, a daliście się tak łatwo podejść. – Uniosła lekko brew.
Tom otworzył usta, aby odpowiedzieć, lecz brat chwycił go mocno za nadgarstek i pociągnął za sobą.
- Wybacz, nie mamy czasu – rzucił w przestrzeń.

- Musisz się ze wszystkimi wdawać w dyskusję? – syknął do Toma, gdy już trochę oddalili się od miejsca, w którym spotkali Liz.
Zbliżali się do domu Iana. Na chodniku gdzieniegdzie widać było kałuże, w których odbijało się światło słońca, wychodzącego zza chmur. Zaczynało się robić spokojnie.
Bill wiedział, że dziewczyna miała rację, że nie są przygotowani i że w każdej chwili może nadejść kres ich wolności. Jednak po prostu nie chciał o tym myśleć.
- Przecież on ma piętnaście lat – usłyszał znowu jej głos. – Nie może sam decydować, z kim rozmawia? Musi zawsze czekać na ciebie?
Bill poczuł nagłe zmieszanie. Jednocześnie ogarnęła go złość, ze ktoś wytyka mu błędy, a z drugiej spodobało mu się jej twarde zachowanie.
- Zdziwiłabyś się, gdybyś wiedziała, co on robi bez mojego pozwolenia. Uwierz mi, on sobie świetnie radzi.
Tylko czasem głupi jak…
- Nie zajdziecie daleko, jeśli nadal nie będziecie uważać – powiedziała znacznie poważniejszym tonem.
Bill nie widział sensu w zaprzeczaniu. Miała rację i on o tym wiedział, choć ta świadomość mu nie pomagała.
- Co proponujesz? – zapytał.


braterska-milosc 22/06/2007 12:48:36 [komentarzy 41] Komentuj

Rozdział 12

Z tego nie będzie nic dobrego.
Dlaczego się na to zgodzili? Przecież to oczywiste, że zaraz ktoś ich rozpozna. Złapią ich prędzej czy później, to pewne. Poczuł, że serce szybciej mu bije i spróbował zacząć oddychać spokojniej, ale nie za bardzo mu się to udawało. Nadal czuł się zdenerwowany i spięty. Czuł jakąś dziwną pewność, że im się nie uda. To wszystko stało się tak szybko…
Uniósł trochę głowę i zgarnął włosy z twarzy. Na wprost od niego ciągnęła się długa, pusta uliczka, za wąska, by mógł nią przejechać samochód. Pusta, jeśli nie liczyć jego i Toma.
Spojrzał na brata, który szedł obok niego raźnym krokiem, przyciskając coś mocno obiema rękami do brzucha.
- Pilnujesz? – zapytał ostrożnie Bill, oglądając się za siebie. Nikt za nimi nie szedł.
- Jeszcze raz mnie o to zapytasz, to zjem tą kopertę – warknął Tom, patrząc ostentacyjnie przed siebie.
- Uważaj pod nogi, bo się wywalisz – ostrzegł czarnowłosy.
Wcale nie miał zamiaru złościć brata. Chciał tylko jak najszybciej, bezpiecznie wrócić do domu, bo miał złe przeczucia. Martwił się.
- Nie wywalę.
Bill wyciągnął ręce do tyłu, by poprawić sobie kaptur, po czym ziewnął szeroko. Był zmęczony, a ostatnio nie tylko w sensie fizycznym. Zmęczenie i ból towarzyszyły mu od dawna, od kiedy sam musiał zacząć dbać o siebie i brata, jednak z tym uczuciem szybko nauczył się sobie radzić, ignorować je. Mimo wszystko, od pewnego czasu zaczęło mu brakować czegoś, co byłoby tylko jego. Jakiegoś sposobu, na ucieczkę do swojego własnego świata. Brakowało mu miejsca, gdzie mógłby sam na sam pobyć z własnymi myślami, zastanowić się.
Ale już wiedział, jak je znaleźć. Potrzebował jedynie kartki papieru i ołówka.

Rodzice wybrali się na zakupy, a chłopców zostawili, tak jak i wczoraj, pod opieką miłej starszej pani, która mieszkała w sąsiectwie i czasem przychodziła do nich w odwiedziny z najświeższą porcją ploteczek. Tym razem udali się z nią do parku, ponieważ powszechnie było wiadomo, że w takich miejscach dzieci sprawiają mało kłopotów. Tam zajmują się same sobą, a w tym czasie ich opiekunowie mogą spokojnie usiąść na jednej z wielu wygodnych ławek i obserwować swoje pociechy bez obawy, że zaraz będą musieli bawić się z nimi na niewiarygodnie małym torze przeszkód, na który nijak nie potrafią się zmieścić. Dzieci najlepiej bawią się same ze sobą.
Bill zaprowadził brata do jego kolegów, a sam położył się w cieniu pod drzewem i po chwili zaczął obserwować biedronkę, która powoli poruszała się po szerokim liściu mlecza. Chłopak przysunął się odrobinę bliżej, po czym zaczął liczyć kropki na jej małych skrzydełkach. Dwie… Cztery… Pięć… Siedem? Uśmiechnął się. Czy to jego szczęśliwy dzień? Nie, zaraz. Tu z tyłu, na samym środku, była jeszcze jedna. Dmuchnął w stronę żyjątka i popatrzył, jak owad wysuwa ciemne skrzydełka spod czerwonego pancerzyka i odlatuje.
Odwrócił się na bok i zaczął delikatnie przeczesywać palcami jasnozieloną trawę, w poszukiwaniu pięciolistnej koniczyny. Skoro jedno szczęście go oszukało…
I tak nie miał nic innego do roboty, ponieważ było zbyt gorąco na zabawę w pełnym słońcu. Tylko Tom miał w sobie tyle energii, że nawet upał go nie męczył. On był zawsze skory do zabaw i przy tym na tyle szybki i sprytny, że wygrywał prawie we wszystkich grach na podwórku. Jedynie w szkole nic nie chciało mu się robić. Nie przejmował się zasadami i przez to wiele razy Bill i ich rodzice musieli go wyciągać z kłopotów.
Ale Billowi to nie przeszkadzało. Kiedy Tom przychodził do niego, żeby na kogoś naskarżyć, brunet czuł się po prostu dobrym bratem, na którego zawsze można liczyć. Lubił się za nim wstawiać, bo czuł się wtedy ważniejszy. Kiedy raz uderzył chłopaka, który zabrał jego bratu śniadanie, wprawdzie naraził się przez to na karę w szkole i ostrzegawcze spojrzenia rodziców, ale niedługo potem groźne miny stawały się miłe i dobroduszne, a on przyjmował jedynie pochwały na temat swojego bohaterskiego zachowania.
Lubił być dobrym bratem i chciał być najlepszy.


On był przerażony.
Czy był wcześniej ktoś taki, kto tak bardzo się Billa bał? Nie, na pewno nie.
- On się nie bał nas. – Brunet wyraził na głos swoje myśli. – Tylko tej koperty.
Oddalali się z wolna od starego, oszpeconego startym od deszczu i miejskiego brudu graffiti budynku, w którym dopiero dokonali wymiany.
Mężczyzna, którego nazwisko i adres wypisane były równiutkim pismem na kopercie, otworzył im natychmiast, nawet nie musieli się przedstawiać. Przeczytał pobieżnie list, po czym wycofał się szybko do swojego mieszkania. Ani Bill, ani Tom, nie byli pewni, co robić. W końcu postanowili zaczekać, na chłodnej klatce schodowej, aż wróci z tym większym pakunkiem, o którym wspominał Ian.
A wrócił bardzo szybko. Przepraszał za opóźnienie, a kiedy Bill odbierał od niego grubą, brązową kopertę, zauważył w jego oczach strach, a na twarzy i dłoniach kropelki potu. Chociaż było zimno.
- Sądzę, że oni go zastraszali, a w tym czymś są pieniądze – odparł pewnym tonem Tom, unosząc przedmiot na wysokość twarzy i patrząc na niego pod słońce.
Bill spojrzał na niego i syknął ze złością:
- Opuść tą rękę!
- Co?
- Co ty sobie wyobrażasz? Myślisz, że Ian naprawdę dałby nam tą robotę, gdyby miał co do nas jakieś wątpliwości? A jeśli ktoś cię tak zobaczy i mu powie, to obaj wisimy. Od kiedy ty masz skłonności samobójcze?
Tom spojrzał na niego z niesmakiem i schował kopertę pod bluzą.
- A ciebie co napadło?
- Nic, masz rację. Tam pewnie są pieniądze. Ale tym bardziej nie powinniśmy się w to mieszać bardziej, niż to konieczne. Widziałeś minę tego faceta. Nie bałby się nas, gdyby już wcześniej coś mu się nie przytrafiło. Coś, co może przytrafić się nam.
Tom odwrócił od niego głowę i zaczął przyglądać się płytom chodnikowym. Przez jakiś czas szli w milczeniu, towarzyszył im jedynie dobiegający zza bloków szum przejeżdżających samochodów.
- Słyszałeś to? – spytał w pewnym momencie Tom, przechylając lekko głowę na bok.
Bill zwolnił trochę i obrócił się dyskretnie. Nic nie zobaczył.
- Nie, o co chodzi? – zapytał cicho.
- Nie wiem, chyba mi się zdawało… - Poprawił pakunek pod bluzą, aby mu się nie wysunął i przygryzł nerwowo wargę.
- Co słyszałeś? – spytał ostrzej, patrząc uważnie na brata.
Obaj przystanęli. Bill obejrzał się niespokojnie, po czym złapał Toma za nadgarstek i spojrzał czujnie w jego oczy. Palce czarnowłosego samowolnie zaciskały się coraz mocniej na przegubie blondyna.
- Kroki.
Nie musiał tego mówić, bo właśnie w tej chwili Bill również je usłyszał: szybkie i stanowcze, coraz bliżej nich. Za blisko.
- Nie ruszać się! – Usłyszeli ostry, kobiecy głos.


braterska-milosc 25/05/2007 14:07:21 [komentarzy 86] Komentuj

Rozdział 11

Bill powoli podszedł do okna i oparł łokcie o kamienny parapet, który okazał się nieprzyjemnie zimny. Cofnął ręce i naciągnął rękawy bluzy aż do samych nadgarstków, po czym wsparł się z powrotem o framugę. Patrzył jak kropelki deszczu obijają się o szkło, po czym spływają po niej, zostawiając długie, nierówne ślady wody. Gdy przez wąską szczelinę między szybą, a ramą okna zawiał chłodny wietrzyk, Bill wzdrygnął się lekko i naciągnął na głowę kaptur. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że ten jeszcze do końca nie wysechł po ich ucieczce, ale nie zdjął go. Oblizał lekko spierzchnięte usta i chwycił między zęby metalowe zakończenie ściągacza bluzy. Obrócił nim w ustach i spojrzał z zadumą na chodnik za oknem. Przyjemnie byłoby się teraz nim przejść…
- Bill, masz gdzieś długopis? – Chłopak usłyszał zza pleców głos brata. Odwrócił się niechętnie w jego stronę, odrywając wzrok od zachmurzonego nieba i spojrzał na niego ze zniecierpliwieniem. Najwyższa pora, żeby Tom zaczął sobie uświadamiać, że każdy ma swoje życie do przeżycia i że powinien się już sam zajmować swoimi sprawami. A jeśli Bill miał mu to w końcu uświadomić, to najlepiej było zacząć od najdrobniejszych spraw.
- A skąd ja ci do cholery znajdę długopis? Czy wyglądam jak sprzedawca długopisów? – warknął, odwracając od niego głowę.
Gdy po dłuższej chwili nadal nie usłyszał odpowiedzi, uśmiechnął się do siebie. Tak, to już najwyższa pora, by trochę usamodzielnić brata. Skoro strażnik żyje, a oni na razie są względnie bezpieczni, nie ma się co z nim cackać. Piętnaście lat, to w końcu całkiem dużo. Co do tego, obaj byli zgodni, choć każdy z nich rozumiał te słowa po swojemu.
Do jego uszu dotarł głośne trzaśnięcie drzwiami, tak jakby na pokaz. Tradycyjna prezentacja siły ze strony brata, który zawsze zachowywał się głośno, kiedy był na coś obrażony.
Bill odwrócił się w stronę pokoju i omiótł go wzrokiem. Dwa pokryte fioletowymi narzutami łóżka po przeciwnych stronach pomieszczenia, niewielki drewniany stolik w kącie i obite ciemnym materiałem krzesło koło szafy. Może niewiele, ale w gruncie rzeczy całkiem przytulnie. W sam raz do spędzenia tu kilku najbliższych dni, zanim nie znajdą sobie czegoś własnego.
Chłopak odszedł od okna i usiadł na łóżku, które okazało się całkiem wygodne. Zdjął buty i odrzucił je w kąt, po czym oparł się plecami o ścianę i podciągnął nogi pod brodę. Zagapił się na stojącą na stoliku nowoczesną lampkę. Ian musiał mieć sporo pieniędzy, żeby wyposażać w ten sposób nieużywany pokój. Nie tyle, ile rodzina Billa miała kiedyś, ale z pewnością dużo, jak na młodego chłopaka, który sam na siebie pracował. Pewnie nie do końca legalnie...
Na czole bruneta pojawiła się drobna zmarszczka, świadcząca o tym, że nad czymś się zastanawiał.
- Ciekawe, jaka tym razem to będzie praca – mruknął do siebie.
Miał nadzieję dowiedzieć się tego dosyć szybko szczególnie, że Ian prosił, by spotkali się z nim jeszcze tego wieczora.
Usłyszał czyjeś kroki pod drzwiami pokoju. Ktoś nacisnął klamkę i wszedł bez pytania. Tom.
Miał zniecierpliwioną minę, ręce trzymał głęboko w kieszeniach bluzy, jakby chciał je w nich schować po same łokcie, a wzrok wbijał w swoje buty. Znak, że coś mu się nie udało.
Czarnowłosy zaczekał, aż jego brat pochodzi chwilę po pokoju podnosząc różne przedmioty i odkładając w inne miejsca – jego kolejny rytuał w chwilach złości – po czym odezwał się spokojnym tonem, tłumiąc szyderczy uśmieszek:
- W całym domu nie ma sprzedawców długopisów?
Odpowiedziało mu niezbyt uprzejme parsknięcie.
- Co tam mamroczesz? – zapytał, teraz już jawnie się uśmiechając.
- Zamknij się – mruknął Tom, rzucając się na łóżko.
- O co chodzi? – Wiedział, że nie powinien się drażnić z bratem, tylko zostawić go w spokoju, ale po prostu nie mógł się powstrzymać. Przypomniały mu się te czasu, kiedy prawie nie mieli problemów i mógł robić wiele rzeczy, bez większych wyrzutów sumienia. Potem musiał nagle wydorośleć, często zachowywać się zupełnie inaczej, niż miał ochotę. Choć i to nie zawsze mu się udawało. Często nie panował nad nerwami i tym razem również poczuł, że za dużo się w nim zebrało.
- Zostaw mnie.
- Jak sobie życzysz – odparł, po czym zmarszczył brwi. Jak sobie życzysz? Czy on to przed chwilą powiedział?
Wyciągnął się na łóżku, postanawiając nie drążyć dłużej tematu i zostawić brata z własnymi myślami. Skoro już tak dobrze zaczął… Nakrył się narzutą z łóżka i spojrzał na kremowy sufit. Przymknął oczy i powoli zapadł w sen.

***

Poczuł nagły ucisk przy ramieniu, jakby ktoś rzucił w niego czymś dużym i miękkim. Uchylił powieki i podniósł głowę z materaca. Przed oczami nadal widział obrazy ze swojego snu, choć już nie potrafił sobie przypomnieć, o co dokładnie w nim chodziło. Odwrócił się w stronę pokoju i zobaczył naprzeciwko siebie Toma, który przyglądał mu się z leciutkim uśmiechem. Brunet podniósł się na rękach i usiadł po turecku na środku łóżka. Przetarł dłonią oczy i rozejrzał się po podłodze, w poszukiwaniu przedmiotu, który go obudził. Na beżowym dywanie leżała poduszka.
Bill spojrzał na nią, a potem na brata i warknął:
- O co ci chodzi?
Popatrzył na niego groźnie i podniósł z podłogi poduszkę.
- Mamy się spotkać z Ianem – usłyszał odpowiedź brata.
- Kiedy? – zapytał ze zdziwioną miną, a po chwili dodał jeszcze – i skąd wiesz?
Tom popatrzył na niego z pełnym politowaniem.
- Teraz. Przyszedł tu, kiedy spałeś. Idiota – odparł, przechylając głowę na bok, by lepiej obserwować reakcję brata.
Bill przewrócił oczami ze zniecierpliwieniem i odrzucił poduszkę za siebie.
- Nie mogłeś mi tego powiedzieć jak człowiek? – zapytał, podnosząc się z łóżka.
Podszedł do szafy, w której parę godzin temu zostawił ich torbę i wyjął z niej czarną bluzę, zasuwaną na metalowy zamek. Spojrzał na swoje, ciągle jeszcze wilgotne ubranie, ściągnął je z siebie i odrzucił w kąt pokoju. Zapiął ubranie pod samą szyję, wsunął stopy do rozsznurowanych butów i odwrócił się do brata.
- Chodźmy.
Wyszedł z pomieszczenia i przeszedł przez korytarz, prosto do drzwi naprzeciwko. Były otwarte. Chłopak zapukał i pchnął je lekko. Wszedł do środka, a zaraz za nim Tom.
Pokój wyglądał prawie identycznie jak wtedy, gdy byli tu po raz ostatni, z tą różnicą, że teraz Ian nie był sam. Na jego biurku, ze stopami opartymi o wysuniętą szufladę siedziała dziewczyna. Brodę podpierała prawą ręką, drugą zaś przytrzymywała grubą książkę, która leżała u niej na kolanach. Przewróciła kartkę i uniosła dłoń, by przejechać nią po swoich króciutkich, czarnych włosach. Przez chwilę jeszcze czytała, po czym wyciągnęła rękę za siebie, wyprostowała palce i natrafiła na leżący na gazecie ołówek. Nadal nie odrywając wzroku od kartki, chwyciła rzecz i włożyła między strony w charakterze zakładki.
Bill patrzył na nią – sam nie wiedział dlaczego - dziwnie zafascynowany. Może dlatego, że nigdy wcześniej nie widział tak ubranej dziewczyny? Dlatego, że zwykle wszystkie wyglądały identycznie, bo ubierały się tak, jakby chciały uwieść po kolei wszystkich chłopaków, na jakich się tylko natkną? A ona nie. Jej prawie nie było widać w tym dużym, czarnym t-shircie i szerokich, dżinsowych spodniach, prawie całkowicie przysłaniających ciemne adidasy.
Przeniósł wzrok z niej na Iana i westchnął z ulgą, że zrobił to w porę, bo ten dosyć uważnie mu się przyglądał.
Czarnowłosy przywołał na twarz delikatny, uprzejmy uśmiech i spojrzał mu prosto w oczy. Z pewną satysfakcją zdał sobie sprawę, że już się nie boi tego, co może usłyszeć. Był tego jedynie ciekaw.
- O co chodzi? – zapytał już po raz trzeci tego dnia, stając koło brata.
Ian podszedł do swojego biurka, zręcznie wymijając dziewczynę, jakby była tylko elementem umeblowania, a nie osobą. Wyjął z szuflady niewielką, białą kopertę, z wypisanym na niej jakimś adresem i podszedł do Billa.
- Dostarczycie ją w to miejsce – powiedział, wskazując na napis. – Potem zaczekacie jakieś pół godziny i odbierzecie drugą, trochę większą. Bez niej nie wracacie. Wszystko jasne? – zapytał jeszcze.
Bill skinął głową, nie zważając na pytające spojrzenie brata.
- W razie problemów, mnie przez najbliższe kilka dni nie będzie – mówił dalej, podchodząc do dziewczyny. – Tak więc wszystkie pytania, czy zażalenia kierujcie do Liz.
Ian położył rękę na jej ramieniu i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Ona przyglądała się chwilę ciemnej okładce książki, którą trzymała w rękach, po czym zwróciła wzrok na braci.
- Moja młodsza siostra - dodał.


braterska-milosc 22/05/2007 17:30:57 [komentarzy 70] Komentuj



====

*Linki
Abstrakte-kunst
Przyjaźn-vs-miłość
Th-story-bill
Oni-ona-ja
Nigdy-nie-mow-kocham
Traumbild
1part
*Oceny
Tester blogowych opowiadań
Oceny-opowiesci=celująca
Efektywne-oceny=4=
Sprawiedliwe-ocenki=5 i 6-
Abstrakcyjne-oceny=5+
Szatanskie-oceny
Tester blogowych opowiadań-nowy=o.ś(M)
Hot-opinions
Poczochrane-oceny
Ich-bin-da
Orle-pióro

*Ulubieni



*Archiwum
2008
Luty
2007
Wrzesień
Czerwiec
Maj
Kwiecień

Najlepsze Blogi
***
załóż bloga na blog4u.pl
***
| o mnie:
Obserwatorka. To, w moim mniemaniu. Chociaż jestem prawie pewna, że każdy, kto mnie przez chwilę widział, tak właśnie by o mnie powiedział. Ewentualnie, że bezczelnie się gapię, to zależy od jednostki. A tak naprawdę? Trudno powiedzieć. Dla każdego coś innego. Bywam smutna, czasem dostaję głupawki. Życie, jak życie.
| o blogu:
To nie jest opowiadanie o Tokio Hotel. Nie, to nie bajka. Co w takim razie? Nie... hehe, nie ma tak łatwo. Sami musicie przeczytać. Ja za Was nic nie zrobię. Ja tu tylko piszę.
| szablon:
Mój. Nie kraść, bo złapię. Zdjęcie z devianARTu.
| muzyka: kliknij 2 razy na środku lub u dołu, po lewej. Wedle uznania.


====

Made by anne
braterska-milosc.blog4u.pl